Ela
RSS
niedziela, 25 października 2009
Smutny dzień

Dzisiaj jest ten dzień, który  nie chemy by się zdarzył. Straciłam bliską mi osobę. O godzinie 9.30 nasze drogi się rozeszły. Już nie będzie wieczornego telefonu i pogaduchy dwu-godzinnej, już nikt nie nazwie mnie Lusieńka.Tak bardzo bym chciała cofnąć czas, bo teraz będę żyła ze świadomością, że nie wszystko zrobiłam by jej pomóc. Wypłakałam już chyba wszystkie łzy......

Mariolka kochałam Cię i na zawsze zostaniesz w mojej pamięci.................

 

21:57, elzbieta.morawiec
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 19 października 2009
Jesień i opera.

Dzisiaj złapałam chwilę czasu i mogę w końcu przysiąść do pisania.


Niedzielne, jesienne popołudnie nastraja człowieka bardzo refleksyjnie. Z jednej strony szkoda minionych dni lata, a z drugiej zaczyna się oczekiwania na święta. Jestem zupełnie zwariowaną maniaczką świętowania, lubię ten magiczny czas, miłość unoszącą się w powietrzu, życzliwość i niesamowity spokój. Oczywiście to wszystko, po zupełnie zwariowanym czasie przygotowań.


A tak z innej beczki…byłam w Teatrze Wielkim w Łodzi na „Strasznym Dworze”. Było to jubileuszowe przedstawienie - 55 lat Łódzkiej Opery oraz niesamowita aria w wykonaniu Andrzeja Saciuka (grającego rolę Skołuby). Może trywialnym jest stwierdzenie, że jest to najbardziej liryczna opera narodowa, ale ja po prostu byłam zachwycona. Wątek prosty, trochę komediowy, jednak pięknie zaśpiewane arie dotykają człowieka od środka, powodując oczarowanie i zachwyt. Mazur zatańczony przez balet i zaśpiewany przez chór wprawił mnie w nastrój patriotyczny. Naładowana tymi uczuciami wróciłam do domu i obejrzałam wiadomości….i wszystko prysło…to nie mój kraj…

Pokażę Wam prace, które otrzymałam w prezencie od mojej kuzynki Lucynki; artystki z zamiłowania, genetycznie obciążonej uwielbieniem piękna.
Prawda, że urocze?!

Zapewne w następnej odsłonie zamieszczę skończony kolejny obraz.
Z robótkowych rzeczy ostatnio robię kamizelkę.

Mój mąż zadbał o nastrój jesienny w domu i zaopatrzył mnie w kolorowe gałązki liści, z których mam bukiet na stole i zrobiony przeze mnie mały bukiecik:

 

Z ANEGDOT RODZINNYCH II:
Gdy mój młodszy synek miał ok4 lat czasy były dość ciężkie i dostanie czegokolwiek w sklepie wiązało się ze staniem w ogromnej kolejce. Moje maleństwo uwielbiało kanapki z mielonką , którą określał jako szynka. Któregoś razu poprosił o kanapkę z szynką, na co ja:
- Kochanie nie ma szynki , jak pójdziemy do sklepu to może kupimy
Po niedługim czasie podchodzi do mnie trzymając w ręku mortadelę i mówi:
- To może być z ta polędwicą……


18:58, elzbieta.morawiec
Link Dodaj komentarz »