Ela
RSS
sobota, 26 września 2009
Dokąd?!

Od ostatniego wpisu usilnie się zastanawiałam, co dzieje się z ludźmi. Nerwowość sięga zenitu, uprzejmość jest pod kreską, roszczeniowy sposób na życie jest trendy oczywiście narzekanie górą. Pozwolę sobie publicznie napiętnować gburów, grubiaństwo , głupotę i brak skrupułów. Żyjemy wszyscy za szybko, potykamy się o problemy i gnamy bo nie zdążymy. Narodzie po co?! Gdy rano wstajesz pomyśl, jaki wspaniały dzień Cię czeka, a może tak miły gest, a może miłe słówko i ciepły uśmiech, a może tak być mniej czepliwym do innych. Szczęście to każda miła chwila życia, a gdy nawet ktoś jest w potrzebie i wie, że obok ktoś go rozumie i nie będzie prawił mu morałów tylko prześle przyjazny gest, to naprawdę jest lepiej.

Zaczęłam w tym tygodniu robić kamizelkę na szydełku z niebieskiej włóczki.

Z zapasów do pokazania :
DeCoupage dla mojej mamy

 

Brakuje mi odosobnienia od spraw codziennych i zatracenia się w malowaniu. Mam jednak nadzieję, że niedługo uda mi się pokazać Wam kolejny obraz.

 

Z RODZINNYCH ANEGDOT

Pewnego razu, tuż przed wyjazdem na wakacje pojechaliśmy z moimi synami na rynek w Tuszynie. Chcieliśmy uzupełnić garderobę na wyjazd. Chodziliśmy od stoiska do stoiska rozglądając się za potrzebnymi rzeczami. Chłopcy chcieli usilnie podążać dalej, a ja zatrzymałam się przy stoisku z bielizną damską. Przeświadczona, że Seweryn stoi za mną, nie odwracając się zapytałam:
-Kupię sobie stanik ,dobra?
Po czym, ku mojemu zaskoczeniu, jakiś pan odpowiada mi:
-A kup Pani sobie…
Wtedy zorientowałam się, że chłopcy poszli dalej, a ja oczywiście zrezygnowałam z zakupu .


11:46, elzbieta.morawiec
Link Komentarze (3) »
środa, 16 września 2009
Memento Vitae...

Dostałam właśnie od mojego młodszego syna polecenie, aby tym razem na bogu było radośnie, bo coś ostatnio tylko posmutniało.

Skończyłam szal…nawet mi się podoba (co jest rzadkością).

 

Odnośnie moich prac malarskich, ukończony został krajobraz jesienny - biały mostek. Została nim obdarowana pewna wspaniała osoba, na którą ten obraz ma działać terapeutycznie; ma po prostu wyciszać i uspakajać. Czy efekt został osiągnięty oceńcie sami……


Mój stan psychiczny uległ poprawie po wycieczce do Wieliczki i Krakowa. Było to dla mnie nie lada wyzwanie, ale sprostałam i jestem z siebie dumna.

Muszę jednak stwierdzić, że trochę byłam zdegustowana uliczkami na starówce krakowskiej. Brakowało mi tam takiego klimatu małych kawiarenek, spokoju i wyciszenia, napotkałam bowiem niesamowity gwar, tłum młodych „zwiedzających” Anglików, pomieszanie patosu z chaosem. Bardziej byłam zachwycona starówką w Gdańsku, choć też gwarno, to jednak utrzymane to wszystko w jakiejś konwencji historycznej. Zdaniem mojego syna Kraków zrobił się modny, zwłaszcza wśród młodych i przez to utracił swój dawny urok i czar. Jakie by nie było moje zdanie, to i tak wycieczka ta zadziałała terapeutycznie.

A na Brackiej...nie padało...

 

Równie leczniczo działają na mnie wyprawy do lasu. Robię mnóstwo zdjęć, aby móc potem malować.

Oczywiście zbieramy też grzyby:

Niestety ten okaz wypatrzył mój mąż.

 

Powoli dochodzę do zdrowia i czynię sobie długą listę postanowień, a wśród nich mam: dbać o siebie, nauczyć się jazdy na nartach (bo zawsze bardzo chciałam), nie przejmować się pierdołami, patrzeć na świat bardziej optymistycznie itd. (to jest dość długa lista).

Od następnego wpisu postanowiłam zrobić serię anegdot rodzinnych. Muszę jednak dostać zgodę osób, o których będę pisała.

00:51, elzbieta.morawiec
Link Komentarze (2) »