Ela
RSS
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
JA WYSIADAM!

Poprzedni wpis napisałam wczoraj w nocy, ale dopiero dziś popołudniu udało mi się go wstawić.

 

Udałam się dziś do lekarza. Godzina co prawda ranna, ale w przychodni sami zasmuceni pacjenci, lekarze niezbyt mili, bo to nowy tydzień i trzeba do pracy, zaś w rejestracji kobitki zagonione i nie jest im też zbyt wesoło, choć, co prawda, są znacznie milsze od wcześniej wymienionych grup. Mnie ten nastrój się udzielił i też posmutniałam.

Z przychodni udałam się do PZU, a tam jeszcze gorzej. Na moje grzeczne - Dzień dobry- nikt nie uniósł głowy znad biurka. Jeszcze bardziej mnie to zdołowało, a do tego i tak nic nie załatwiłam.

Postanowiłam poprawić sobie humor zakupami ; kolejne rozczarowanie – pani sprzedawczyni o mało nie warczała na mnie, że nie wiem czego chcę - kupowałam cień do powiek i chciałam, aby był w miarę dobry i w odpowiadającym mi kolorze - na przekór przeciwnościom zakupu dokonałam.

Gdy dotarłam do domu dzwoni telefon, a tam koleżanka stwierdza, że Pani z ZUS-u dzwoniła i orzekła, że zupełnie nie można się skontaktować z biurem (nic dziwnego było zamknięte z powodu urlopu) a ona nie może załatwić sprawy , bo zupełnie nie ma się z kim dogadać i jesteśmy chyba wszystkie w tym biurze pi,pi,pi…………………………………………… (nie będę tego cytować). O ile wiem to urzędnik powinien być miły i przyjąć jakieś wytłumaczenie.

Czy tak trudno jest się z ludźmi dogadać?! Co się dzieje?! Może mi ktoś to wytłumaczy…..

Jeszcze się dzień nie skończył, aż boję się pomyśleć, co będzie dalej…….

Jutro chyba ucieknę na działkę. Natura jest dla mnie bardziej łaskawa……

15:15, elzbieta.morawiec
Link Komentarze (2) »
Wyleczyć ciało...i duszę.

Ostanie dni nieco nadszarpnęły moje nerwy. Okazało się, że Polisa nie wypłaci mi pieniędzy z ubezpieczenia za pobyt w szpitalu, bo jest to leczenie wady wrodzonej. Oczywiście zastawkę dwupłatkową miałam wrodzoną ( tylko, że dowiedziałam się o niej dopiero w lutym 2008 r. a polisę opłacam 10 lat ), ale chyba nie urodziłam się z tętniakiem 5,3 cm. Mam wrażenie, że towarzystwa ubezpieczeniowe istnieją tylko po to aby wyciągać składki i „umywać ręce” od odpowiedzialności . Chyba oszaleję …!!!.

Czasami życie daje nam sporego kopa……. W tym tygodniu po prostu boli mnie wszystko (ciało i dusza). Duszę sobie podleczę ……..poczytam, pomaluję, pójdę na spacer i nazrywam pęk mimoz lub po prostu walnę talerzem o podłogę. Gorzej z ciałem, w tym względzie mam małe doświadczenie.

Poczytałam sobie bloga fg2002 - fizyka. Super - gorąco polecam. Odpowiada mi podejście tego blogera do otaczającego świata realnego i rzeczywistości często pofalowanej, jak wykres. Raz człowiek jest nad osią OX, a raz pod.

Wróciłam już z działki do domu, bo mój szanowny małżonek zakończył urlop wypoczynkowy i wraca do pracy. Ja, oczywiście z nawałem rzeczy na wczoraj, usiadłam do pisania bloga, a skoro bałagan robi się sam, to może i mój „nawał” też się sam zrobi……????

A tymczasem zaprezentuję postępy w szalu, który chyba nie ma końca.

Fajnie mi się go robi i mam jeszcze cały motek włóczki, więc mogę jeszcze ciut dorobić (a że ze mnie też spora kobitka to najwyżej owinę się dwa razy).

Mam jeszcze do zaprezentowania narzutkę, którą zrobiłam już jakiś czas temu. Mariola (moja kuzynka) posiadała kłęby włóczki w dziale „przyda się”, w którym to robiła prządki. Jak się okazało, to mnie ów „przydaś” podpasował najbardziej i powstało takie coś:

A tak w tym wyglądam (zdjęcie z poprzednich wakacji):

 

Jeśli chodzi o malarstwo to na ukończeniu mam dwa płótna. Jak tylko będą gotowe to oczywiście je pokażę.

 

Oj, już po północy...idę spać.

14:54, elzbieta.morawiec
Link Komentarze (1) »
czwartek, 20 sierpnia 2009
I znowu sobie zadaję pytanie: czy to jest praca, czy wypoczywanie?

Dziękuję wszystkim odwiedzającym mój blog, a w szczególności komentującym. Grono moich stałych gości się powiększa, co mnie niezmiernie cieszy i dodaje otuchy. Wiem, że warto pisać.

 

Odpowiadając na komentarze:

(1) Szal jest już na ukończeniu. Zdjęcia niebawem...

(2) Sądzę, że po praniu ten akryl straci trochę puszystości, ale w gruncie rzeczy jest bardzo delikatny i przyjemny w dotyku więc, nie utraci swojego uroku.

 

Zostawiłam robótki na działce i nie mogę wstawić fotek z postępu w ich wykonaniu. Jutro mam badania w szpitalu w Łodzi i musiałam dzisiaj wrócić do domu.

Mam teraz trochę zwariowany czas, bo moje koleżanki z pracy pojechały na urlop zamykając biuro, a klienci posiadają telefon do mnie, więc bez przerwy dzwonią i proszą o zrobienie czegoś na wczoraj. Jestem z tego faktu okropnie niezadowolona, ale "co poradzisz ?!". Naprawdę nie mam szczęścia do spokojnego wypoczynku i rekonwalescencji, a moja obecna kondycja pozostawia wiele do życzenia...i czasami mam ochotę powyrzucać telefony. Każdy myśli jedynie o sobie i uważa, że świat kręci się wkoło niego (i to nie tyczy się jedynie spraw zawodowych). Koniec tych żali, bo się zbytnio rozpędzę.

Bardzo lubię przebywać na działce. Jest tam cisza i spokój. Można wypocząć, poczytać, trochę porobótkować i oczywiście pomalować. Zaczęłam nowy obraz: olej - statek "Sea Cloud" na morzu. Pokażę jak skończę.

Walczymy z Robciem, aby nasza szafa też była zrobiona decoupagem jako komplet do szafki nocnej.

Żeby nie było zupełnie bez zdjęć, to wstawiam kolejny kwiat namalowany odręcznie na ścianie. Rysunek znalazłam gdzieś w Internecie. Znajomi z niedowierzaniem przyjmują do widomości, że to nie było malowane z szablonu, co z kolei ja przyjmuję jako komplement.

00:20, elzbieta.morawiec
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 10 sierpnia 2009
Jutro trochę odpocznę...

Muszę sobie chyba zafundować trochę czasu dla siebie. Po tej operacji zupełnie nie mogę się pozbierać i zorganizować. Ciągły nawał obowiązków, a jednocześnie próby dbania o siebie zupełnie się ze sobą kłócą, wprowadzając w moje życie chaos. Nie potrafię być zdyscyplinowana co do własnej osoby, ale obiecałam sobie, że się postaram. Brakuje mi spacerów, jazdy na rowerze, spokoju, uregulowania spraw zawodowych, spokojnego malowania i robótkowania, wyjazdu nad morze lub jakieś jeziorko, poczucia spełnienia i dobrego samopoczucia. Gdyby ktoś miał to wszystko w pakiecie promocyjnym, to proszę o kontakt. Bardzo trudno wraca się do rzeczywistości po takiej operacji serca jaką przeszłam.

Podczas wizyty u Pana profesora okazało się, że o rehabilitacji mogę pomyśleć dopiero w grudniu, a z płucami muszę jeszcze trochę powalczyć, aby były zupełnie zdrowe.

Wczoraj na działce odwiedzili nas nasi serdeczni przyjaciele. Atmosfera była super, a towarzystwo trzech muszkieterów (Paweł, Andrzej, Darek) bardzo skutecznie dostarczało powodów do śmiechu. Andrzej nawet zaprzyjaźnił się z cielakiem na łące, a Paweł zbadał empirycznie podłoże w stawie. Dla takich spotkań warto żyć.

Jeśli chodzi o moje poczynania robótkowe to kończę już szal, bo jest dość długi:

Zastanawiam się jedynie nad wykończeniem. Podpatrzyłam u Dagi jej czerwony szal i bardzo mi się spodobało wykończenie szydełkiem (zresztą całość wygląda bardzo efektownie).

Wcześniej pisałam o małej firaneczce na działkę. Pokażę Wam wzór i dotychczasowe postępy:

[1 pusta kratka to 1 słupek, 2 o. łańcuszka; 1 pełna kratka to 3 słupki]

Jest to moja robótka wyjazdowa, bo zajmuje mało miejsca.

Znów w tym tygodniu badanie INR. Ostatnio wskaźnik był za wysoki. Mam nadzieję, że teraz będzie w granicach normy.

23:29, elzbieta.morawiec
Link Komentarze (2) »