Ela
RSS
sobota, 27 czerwca 2009
WITAM!!!

Już jestem w moim uroczym, cudownym, pełnym ciepła i miłości domku. Bardzo dziękuję za odwiedziny i dodawane komentarze. Robert mi je czytał przez telefon.

Jestem jeszcze niesamowicie słaba i obolała. Przez 6 miesięcy będzie zrastał się mostek, co jest raczej dokuczliwe. Często gdy zasypiam słyszę moją cykającą zastawkę, z którą muszę się już zaprzyjażnić na całe życie, podobnie jak z protezą nadwieńcową, z którą mój organizm jeszcze walczy manifestując to oczywiście temperaturą.

Spotkałam w szpitalu wiele sympatycznych i miłych ludzi. Osoby bardzo oddane drugiemu człowiekowi mimo własnej choroby: Panią Tereskę Szabłowską ,Ewcię Rusin, Senię z Przasnysza. Panią Apolonię i jeszcze wiele innych.

Lekarzom  z I Kliniki Kardiochirurgii należą się naprawdę wyrazy szczerego uznania za cuda, których tam dokonują, ofiarowując często drugie życie.

Jestem porządnie nareperowana i teraz  zaczynam nowe życie............lekko zweryfikowane według motta

"PRAWDZIWYCH PRZYJACIÓŁ POZNAJEMY W BIEDZIE" .

11:31, elzbieta.morawiec
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 22 czerwca 2009
... (3)

Dziś nastąpiło zdjęcie szwów!

USG serca potwierdziło, że wszytsko pracuje bez zarzutu, a w śródpiersiu nie gomadzi sie żaden płyn surowiczy. Jeśli dobrze pójdzie, to jeszcze w tym tygodniu (może nawet w środę) mama zostanie wypisana do domu. Oczywiście przed nią jeszcze wiele ciężkich chwil...i życie we wspomagającym gorsecie przez najbliższe 4-6 misięcy, ale jak do tej pory wszytsko przebiega bez większych zakłóceń i komplikacji.

Robert.

P.S.

Przekazuję serdeczne pozdrowienia wprost z I Kliniki Kardiochirurgii Warszawa - Anin dla wszytskich odwiedzających i czytającyh forum.

18:45, elzbieta.morawiec
Link Komentarze (2) »
sobota, 13 czerwca 2009
... (2)

Już po wszystkim...NARESZCIE!

W środę o 7.00 zabrali mamę na górę na salę operacyjną. Zespół 3 kardiochirurgów operował 6 i pół godziny. Profesor powiedział, że wszystko przebiegło zgodnie z planem. (Jeśli chodzi o przygotowanie pacjenta do operacji, naprawdę bardzo staranne m.in. przed zabiegiem wymagają dwukrotnej kąpieli w środku antyseptycznym). Po operacji mama została przewieziona na oddział pooperacyjny, gdzie spędziła całą środę, czwartek i część piątku. W piątek około 14.00 była już z powrotem na sali.

Dziś byliśmy u niej kilka godzin. Jest bardzo słaba i męczy ją nawet zjedzenie kilku łyżek zupy. Niemniej jednak widać, jak z godziny na godzinę jest coraz silniejsza i wieczorem, z naszą asekuracją, udała się na pomiar ciśnienia. (Pacjenci są tam w ten sposób zmuszani do chodzenia już w dwa-trzy dni po operacji, oczywiście kto tylko może idzie - samodzielnie lub z czyjąś pomocą). Oddział zbudowany jest na planie prostokąta (nie jest to tylko prosty korytarz) z połączeniem po środku, dlatego można chodzić po nim w kółko lub robić ósemki – każdy rekonwalescent ma przykazanie wykonać tam określoną liczbę okrążeń każdego dnia (zwiększającą się z czasem). Mamy jeszcze to nie dotyczy, bo nie miałaby siły zrobić tego kółka, ale sądzę, (że z drobną pomocą) w poniedziałek lub wtorek zaliczy pierwsze okrążenie. A później, jak się śmiejemy, będzie z koleżankami z sali robiła wyścigi, jak na bieżni.

Ma pozostawione jeszcze wszystkie dojścia (wkłucia; centralne i pachwinowe) i dreny, ale niedługo i to powinni wyjąć, to nie będą jej już przeszkadzały sterczące z szyi, nogi i brzucha rurki.

Widać, że jest jej ciężko i bardzo szybko się męczy, ale – co się dziwić – po takiej operacji. Widać też, jak szybko odzyskuje siły. Przede wszystkim widać jednak, że jest zadowolona, że ma to już za sobą i nie ma wątpliwości, że zgoda na operację byłą dobrym posunięciem. (Ze smutną miną przyjęła dziś jedynie fakt, iż robótka, którą zabrała będzie musiała poczekać – ale coś czuję, że długo jej nie upilnujemy.)

P.S.
Mama dziękuje za pozdrowienia i uściski. Wypytywała mnie dziś, co tam się dzieje na blogu. Nie może się już doczekać kiedy będzie mogła dodać kolejny wpis.

23:10, elzbieta.morawiec
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 08 czerwca 2009
... (1)

Dziś rano mama dotarła do szpitala. Po (normalnych w jej przypadku) problemach z pobraniem krwi i równie normalnym w szpitalach klinicznych (niestety) długim czasie oczekiwania na wolne łóżko, spędzonym na krześle na szpitalnym korytarzu, w końcu dostała się na salę. Osobiście nie wierzę w magię cyfr, ale mimo wszystko w pewnym stopniu cieszy mnie, że trafiła na salę numer 7. Warunki naprawdę przyzwoite. Sale 3-osobowe z łazienkami, łóżka sterowane elektrycznie etc. (w sumie to powinien być standard, ale wiadomo, jak w niektórych szpitalach jest). Od jej nowych „współlokatorek” wiemy, że i opieka jest bardzo dobra ,natomiast lekarz dyżurujący jest na sali stałym bywalcem, a nie gościem. W sumie to mama jest tam jedną z młodszych pacjentek; większość pań ma tak około 60 lat. Ciekawe, czy któraś z nich szydełkuje albo robi na drutach?!

Na jutro ma zamówioną konsultację kardiologiczną z, jak to lekarz stwierdził, najlepszym specjalistą od zastawek, jakiego mają. Jutro też wykonają wszystkie niezbędne jeszcze badania.

Operacja zaplanowana jest na środę na godzinę 8. rano i jeśli wszystko pójdzie dobrze i nie będzie żadnych komplikacji, to zabieg powinien trwać cztery do pięciu godzin (czyli stosunkowo krótko – pan prof. Biederman wykonuje to bardzo szybko, a w przypadku kardiochirurgii - im szybciej tym lepiej). Po operacji minimum dwa dni mama spędzi na oddziale intensywnej terapii. Będziemy mogli kontaktować się wówczas tylko z lekarzem (nawet najbliższa rodzina nie jest wpuszczana na oddział – co, z bólem stwierdzam, jest bardzo dobre, bo zmniejsza ryzyko infekcji). Jeśli więc wszystko pójdzie dobrze (a z pewnością tak będzie), to w sobotę lub niedzielę, mama zostanie przewieziona na salę i będziemy mogli ją odwiedzić.

Jak już będzie po wszystkim, to postaram się jeszcze coś napisać.

Robert


23:25, elzbieta.morawiec
Link Komentarze (2) »
niedziela, 07 czerwca 2009
Do zobaczenia...w najbliższym czasie...

Moi drodzy czytelnicy,

niestety przez najbliższy czas nie będę spacerowała po waszych blogach, ani też nie będę dokonywała pokazów robótkowo – twórczych i jest mi z tego powodu niezmiernie przykro. Wybiła moja „godzina zero” i 10-tego czerwca (jak wyniki ostatnich badań na to pozwolą) będę miała operację. Na jakiś czas stanę się mieszkanką Warszawy - ul. Alpejskiej 42 - i oddam się w ręce wspaniałego człowieka, jakim jest prof.Biederman. W poniedziałek rano mam być już w klinice. Proszę Was o wsparcie duchowe, bo jest mi teraz naprawdę bardzo potrzebne.

Podczas mojej nieobecności administratorem mianowałam mojego młodszego syna Roberta i zapewne wstawi notkę jak będę już po wszystkim.

Oczywiście do szpitala spakowałam robótkę.

Cały ten tydzień był zupełnie zwariowany, bo chciałam pokończyć pewne sprawy i zostawić dom w miarę czysty, z wydanymi na piśmie poleceniami dla domowników. Dlatego dzisiaj wybrałam się na działkę, aby trochę odreagować i się wyciszyć. Pogoda była jednak niezbyt ciekawa i niesprzyjająca wypoczynkowi na łonie natury, dlatego ograniczyliśmy się jedynie do skoszenia trawy.

Pokażę Wam drzwi ze słonecznikami, które już znajdują się na swoim miejscu. Brakuje im jedynie klamki. Oczywiście już mnie korciło aby coś tam poprawić.

Już jakiś czas temu uszyłam sobie kamizelkę i wykończyłam ją włóczką. Zobaczcie jaki jest efekt tego łączenia.

Odezwę się, jak tylko będę mogła.
Ela.

00:24, elzbieta.morawiec
Link Komentarze (1) »