Ela
RSS
piątek, 29 maja 2009
"Proszę czekać"...

Kolejny piątek minął i zapewne będę jaszcze trochę w domu (choć podobno to już było pewne, że miałam iść do szpitala w pierwszym tygodniu czerwca). Dzisiaj powiedział mi kobiecy głos w słuchawce, że w pierwszym tygodniu to chyba nie, bo w czwartek nie będzie prądu na sali operacyjnej, a w następnym tygodniu to jest długi weekend i nie bardzo wie „OSOBA” kiedy. Od poniedziałku zaczynam znów nadrabiać miesiąc i tłumaczyć klientom, że chcę dokumenty wcześniej, bo mnie nie będzie… i wychodzę na totalną idiotkę, która na dodatek załapała dzisiaj doła jak krater Chicxulub na Jukatanie.

Na pocieszenie dostałam dzisiaj w pracy od moich kochanych koleżanek anioła stróża, który ma mnie strzec i chronić oraz przynosić radość.

Uwielbiam „anielskości”. Dziękuję Wam bardzo i wiem, że będziecie o mnie myślały.

Pokażę postępy w mojej „maskownicy blizn”.

Robię ten szal z cienkiego akrylu na drutach 4,5. Co prawda, nawet robótka mnie wnerwia - siadam i robię po dwa rządki (więcej po prostu nie mogę).

Zaplanowałam właśnie zabrać się za prasowanie, a potem może usiądę trochę do maszyny, bo ciągle marynarka Seweryna nie jest skończona.

Na koniec pokażę wam przerobiony wisiorek. Nalepiłam zasuszone kwiatki i dodałam troszkę złotej przecierki. Muszę jeszcze go tylko polakierować. Kwiaty nakleiłam po obu stronach, więc nawet jeśli wisiorek obróci się w trakcie noszenia, to i tak są widoczne.

Oto przód...

...i tył:

Może macie jakiś sposób na odstresowanie... bardzo bym była Wam wdzięczna.

20:27, elzbieta.morawiec
Link Komentarze (4) »
środa, 20 maja 2009
Wiem...że nic nie wiem.

Z wielką radością przeczytałam komentarze. Wasze zaniepokojenie o mnie sprawiło mi sporą dawkę wzruszenia.

Na początek odpowiedzi:

Beatko (bnorbert3) – na tym zdjęciu z nad morza jestem oczywiście ja. Jeśli chodzi o tło i banner to w znacznym stopniu pomaga mi mój młodszy syn Robert. Jeśli tylko masz jakieś pytania w sprawach technicznych to bardzo chętnie Ci odpowiemy.

Iwi (iwi_ka) – mój czas wyjazdu został już sprecyzowany, ale ten tydzień na razie mam wolny.

Gazynia (gazynia) – bardzo dziękuję za miłe słowa

Już wiem, że cały czerwiec będę zapewne wyłączona z normalnego życia. Wiem, że operacja jest bardzo rozległa i poważna, ale jednocześnie wiem, że muszę zachować spokój i dobry nastrój, żeby zupełnie nie sfiksować i nie zamęczyć moją osobą innych. Pomieszkam trochę w stolicy i mam szanse załapać się na wspólne robótkowanie na Polu Mokotowskim…
…tylko nie wiem co na to profesor......A tak ogólnie to humor poprawiam sobie książką Chmielewskiej „Klin”.

Cały weekend spędziłam na działce. Zrobiłam kilka zdjęć okolicy:

A o to jedna z niewielu roślinek, które przetrwały w moim ogródku remont domu:

Za słoneczniki się nie wzięłam, bo mam problem z tłem i chyba będę musiała się poradzić mojego artystycznego mentora Tomka, lub trochę poczytać w literaturze.

Mąż kładł kamień ozdobny na komin, a ja namalowałam kwiaty na ścianie. Zdjęcia zamieszczę później.

Poniedziałek za to dostarczył trochę emocji......Najpierw rozmowa z Panią z Kliniki i sprecyzowanie zabiegu, co spowodowało kompletny chaos w głowie (co do zrobienia w pracy, co w domu, gdzie jeszcze trzeba coś załatwić?....itp); potem już po obiedzie spadł na mnie błogi spokój a tu nagle olśnienie, że to 18-ty i Darek ma badania MRI w Łodzi (czekał na nie dwa miesiące). Na zegarze 15.35 a badanie 16.30. Trzeba przebić się w drugi koniec Łodzi, a to godziny szczytu i kilometrowe korki. Zadzwoniłam do szpitala, że się spóźnimy i bardzo miła Pani stwierdziła, że nic nie szkodzi po prostu trochę poczekamy i już. Spokojnie dojechaliśmy na miejsce. Wysiedliśmy z samochodu (mąż dla bezpieczeństwa zamknął bagażnik) i gdy byliśmy już w poczekalni okazało się, że wszystkie dokumenty Darka są w kurtce w samochodzie, ale już nie wychodziliśmy. Jakież było nasze zdziwienie gdy dotarliśmy po badaniu na parking i okazało się, że samochód jest zupełnie otwarty, a w środku kurtka z dokumentami. Nic zupełnie nie zginęło. Powróciła wiara w szczęście i opatrzność, która nad nami czuwa.

Wieczorem doznałam ponownie olśnienia, że o 18-tej wybierałam się do mojej Malwinki na Bierzmowanie a na zegarze 23.00, tego już nie dało się przeskoczyć i dotarłam do niej wczoraj. Mam nadzieję, że dziecko nie będzie miało mi tego za złe..........
Zupełnie zwariowany dzień...

Skończyłam surface:



oczywiście jest na mnie trochę za duży. Mam jakąś obsesję co do mojego rozmiaru.


Zaczęłam robić szal, który będzie spełniał rolę maskownicy blizn pooperacyjnych. Muszę jednak dokupić motek, gdyż moja mamcia (a to fachowiec w tej dziedzinie i mój nauczyciel) stwierdziła, że 20dkg to za mało na tak szeroki szal, jaki zaczęłam robić.


Moi chłopcy niebawem zaczynają sesję i to naprawdę trudny czas dla nich. Trzymam za nich kciuki.

15:32, elzbieta.morawiec
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 04 maja 2009
Wakacyjne wspomnienia...

Jestem (jeszcze) w domu.

Spotkało mnie miłe kolejne wyróżnienie od Wiki (iwika2502).

 

Jest mi niezmiernie miło, że ktoś uznaje mój blog za pełen pomysłów. Samej jest mi trudno wybrać osoby do wyróżnienia. Wszystkie Wasze prace są dla mnie inspiracją do tworzenia, zatem postanowiłam nie wyznaczać tylko poprosić, abyście spoglądnęły na listę w zakładce „zaglądam”, to właśnie są nagrodzone blogi.

Majówka minęła mi imprezowo. W piątek byliśmy na imieninach u kuzynki, a w sobotę i niedzielę na komunii. Zatem dzisiaj najlepiej by było abym miała wolne, ale to tylko marzenia, które mnie dopadły rano. Dzień minął pracowicie.

Często się zastanawiam co zrobić by móc więcej czasu poświęcać malarstwu. Z moich rozmyślań wynika, że pomogłoby, może, posiadanie pracowni, gdzie szpargały by były rozstawione na stałe. Mąż obiecał mi wyremontować małe pomieszczenie w podwórku, jednak remont domku na działce pochłania go w całości i muszę być po prostu cierpliwa. Obiecuję sobie, że jak będę po operacji i już trochę dojdę do sił, to bardziej poświęcę się pasji tworzenia. Póki co, jest to światełko, które pozwala mi przetrwać ogarniający mnie strach… POMOCY!!!!!!!

Przeglądałam dzisiaj z tęsknotą zdjęcia z wakacji w Dębkach. To naprawdę urokliwa miejscowość. Sami oceńcie:

Na prośbę Beatki pokazuję bambusy z pokoju chłopaków:

A teraz opowiem o moich początkach z decoupagem. Normalnie wszyscy zaczynają od małych form a ja, jak zwykle zresztą, nie ułatwiam sobie życia. Postanowiłam jeden pokój na działce urządzić bardziej słodko i część mebli ozdobić kwiatami. Na pierwszy ogień poszła szafka nocna, która parę lat spędziła w sypialni moich teściów. Jako, że mam sentyment do rzeczy, które stanowią część historii czyjegoś życia, postanowiłam ją reanimować, aby służyła następnym pokoleniom i by można było opowiadać, że kiedyś babcia zamówiła ją u stolarza i wykonana jest ręcznie. Oto i ten mebel (niestety nie dysponuję zdjęciami przed metamorfozą)

19:02, elzbieta.morawiec
Link Komentarze (4) »