Ela
RSS
sobota, 25 kwietnia 2009
Malowidła ścienne, czyli jak się stałam malarzem pokojowym.

Kolejny piątek za mną. Następny tydzień spędzę w domu, uf… Mam jeszcze dużo zaplanowanych spraw mieszczących się w kategorii „pilne” i „niecierpiące zwłoki” zatem mam cztery dni na ich załatwienie. Wszystko by było ok, gdyby nie fakt, że nieustannie dochodzi coś nowego, a ja już mam taką naturę „Matki Teresy” i każdego mi szkoda. Nie wynika to z braku asertywności, ale z empatii, jakiej mam chyba nadmiar w sobie (choć czasami ludzie to wykorzystują...ale cóż i tak bywa)

W tym tygodniu spotkały mnie dwa miłe wyróżnienia, z których cieszyłam się jak dziecko.

 

 

 

Dostałam je od Wiki (iwika2502.blox.pl) i Beaty (beatybombonierka.blox.pl). Są to osoby wirtualnie mi bliskie, które często goszczę u siebie na blogu. Stałym bywalcem jest też Splocik (oczka.blox.pl), Lorena (kuferekloreny.blox.pl) i Sabinka (sabinkat1.blox.pl). Oczywiście na moje wyróżnienie zasługują wszystkie blogi, do których zaglądam ze szczególnym wskazaniem na Magdalenę (szydekieminadrutach.blox.pl) dzięki, której postanowiłam pisać własnego bloga.

Jeśli chodzi o moją twórczość, to w tym tygodniu byłam bardziej malarzem pokojowym, nie po raz pierwszy zresztą. Córka mojej kuzynki remontowała mieszkanie i poprosiła mnie o namalowanie czegoś na ścianie. Różę namalowałam w salonie, a dmuchawce w sypialni.

 

Wcześniej ściany w pokoju moich chłopaków przyozdobiłam bambusami. Mam też już na koncie malunki w sypialni i pokoju dziecięcym - wszystko malowane w domu koleżanki z pracy.

 

Surface oczywiście w toku. Właśnie zaczęłam robić kołnierz. Zastanawiałam się, czy robi go się osobno czy nabiera oczka wzdłuż podkroju, ale zaczęłam robić osobno. Mam nadzieję, że robię dobrze.

23:05, elzbieta.morawiec
Link Komentarze (6) »
sobota, 18 kwietnia 2009
Sobota wśród słoneczników.

Sobota przemknęła mi niesamowicie szybko. Spędziłam ją na działce i oczywiście nie omieszkałam malować słoneczników na drzwiach. Pogoda trochę szwankowała i pod wieczór było już trochę chłodno, ale i tak miałam ochotę zostać do jutra. Mam nadzieję, że uda nam się trochę podgonić z remontem i jak wrócę ze szpitala to będę mogła sobie pobyć w ciszy i spokoju, z dala od miejskiego gwaru. Aktualne zdjęcie drzwi (wcześniejsze, dla porównania, znajdziecie TUTAJ):

 

Pokażę Wam mój stół przygotowany na świąteczny obiad. Robert (młodszy syn) jest autorem tej dekoracji. Ma on swoisty dar wyczucia smaku i estetyki.

 

 

A odnośnie mojego zdrowia to najbliższe piątki będą dla mnie stresujące, gdyż okazało się, że właśnie wtedy ustalana jest lista operacji na następny tydzień i przemiła pani pielęgniarka informuje telefonicznie o terminie przybycia do kliniki. Zupełnie nie wiem kiedy będę musiała pojechać do Warszawy, ale wiem, że chcę to już mieć za sobą. Zdaję sobie sprawę z tego, iż powrót do całkowitej sprawności fizycznej trochę potrwa i będę uzależniona od tabletek do końca życia, ale już mam przesyt stresu związanego z wyczekiwaniem. Trzymajcie kciuki aby wszystko się udało i żebym mogła się zaprzyjaźnić z moimi nowymi „częściami zamiennymi” ………

Cierpię na chroniczny brak czasu i robótki trochę odstawiłam na boczny tor. Skończyłam rękaw i został mi do zrobienia kołnierz. Może uporam się w tym tygodniu. Oczywiście jeszcze muszę skończyć marynarkę Seweryna. Podziwiam tępo robótkowania Dagmary (Dagny).

Zastanawiam się co słychać u Renaty, która nie pisała już od stycznia. Może coś Wam wiadomo? Po prostu martwię się o nią.

23:04, elzbieta.morawiec
Link Komentarze (1) »
sobota, 11 kwietnia 2009
Święta...święta...święta....

Nareszcie sobota i w końcu mam chwilę, aby usiąść do komputera. Wszelkie przygotowania zostały zakończone: święconka poświęcona, barszcz ugotowany, sałatki zrobione, pieczeń upieczona, sernik, babka i inne ciasta gotowe… nareszcie mogłam opuścić salę tortur - kuchnię, choć tak prawdę powiedziawszy to bardzo lubię gotować, ale co za dużo to niezdrowo i zgodnie z tą maksymą po prostu padłam. Jutro po rezurekcji, oczywiście rodzinne śniadanie, a potem obiad na 8 osób, ale wszelkie przygotowania zacznę po śniadaniu. Wiem, że cała ta gonitwa przedświąteczna jest wykańczająca, ale radość wspólnego spożywania uroczystych posiłków jest bezcenna (zgodnie ze znaną reklamą). Drugi dzień świąt spędzamy u mojej kuzynki Marioli. U niej też jest zawsze pełno gości, bo i rodzina liczna, ale jest miło i sympatycznie.

Zawaliłam sprawę wykończenia szytej marynarki dla Seweryna. Jak tyko będzie gotowa obiecuję wstawić zdjęcia.

Oczywiście stchórzyłam i nie zadzwoniłam przed świętami do szpitala, żeby potwierdzić termin operacji. To wszystko mnie po prostu przerasta i wydaje mi się, że wszyscy na około cierpią, chorują, męczą się, więc ja nie mam prawa narzekać. Psychika człowieka jest skomplikowanym instrumentem, który często „gra swoją melodię”, zupełnie inną, niż by się chciało. Zrobiłam już wszystkie potrzebne badania, ale ciągle muszę jeszcze obrobić się w pracy i jak do tej pory to marnie mi to idzie.

Zaprezentuję Wam kwiaty jakie dostałam od moich synów na święta (tulipany, gerbery i gałązki pięknych białych magnolii, które dopiero się rozwijają i roztaczają wokół siebie piękny zapach). Kompozycję układałam sama …

 

 

 

 I jeszcze palemka z Palmowej Niedzieli:

 

i stroik, który zrobiłam na gałęzi brzozy…

 

 

Jak będę u mamy to zrobię zdjęcie świątecznej dekoracji, bo mam jedynie fotki jeszcze nie ukończonej kompozycji.

 

W ramach życzeń, może trochę niekonwencjonalnie, ale zadedykuję Wam wiersz

ks. J. Twardowskiego:

Nie umiem być srebrnym aniołem – 
ni gorejącym krzewem – 
tyle Zmartwychwstań już przeszło – 
a serce mam byle jakie. 

Tyle procesji z dzwonami – 
tyle już Alleluja – 
a moja świętość dziurawa 
na ćwiartce włoska się buja. 

Wiatr gra mi na kościach mych psalmy 
jak na koślawej fujarce - 
żeby choć papież spojrzał 
na mnie - przez białe swe palce. 

Żeby choć Matka Boska 
przez chmur zabite wciąż deski – 
uśmiech mi Swój zesłała 
jak ptaszka we mgle niebieskiej. 

I wiem, gdy łzę swoją trzymam 
jak złoty kamyk z procy – 
zrozumie mnie mały Baranek 
z najcichszej Wielkiej Nocy. 

Pyszczek położy na ręku 
sumienia wywróci podszewkę – 
serca mojego ocali 
czerwoną chorągiewkę.



Bardzo wszystkim dziękuję za życzenia.

Idę teraz się trochę zrelaksować. 

Jeszcze jedna fotka małej cudownej Wiktorii, która nas dzisiaj odwiedziła:

 

21:31, elzbieta.morawiec
Link Dodaj komentarz »